sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 2.

**Oczami Eleny**

Jak on śmiał to powiedzieć ? Dlaczego przypomniał mi to o czym tak bardzo chciałam zapomnieć ? Już miałam ruszyć naprzód, na mojej twarzy pojawiał się uśmiech, a teraz siedzę sama, skulona, po policzkach słone łzy spływają a serce pęka na nowo..
- Przepraszam. - usłyszałam.
Uniosłam głowę i spojrzałam w bok. Obok mnie siedział Robert. Jak on w ogóle śmiał usiąść koło mnie i jak gdyby nigdy nic przeprosić, gdyby on tylko wiedział co ja przeszłam, gdyby tylko miał o tym jakiekolwiek pojęcie..
- Przepraszam, nie powinienem był tego mówić.. Słyszałem o twoim życiu co nieco..
Gdy to usłyszałam coś mnie zakuło w sercu, łzy zaczęły płynąć jeszcze bardziej, oczy mnie piekły. Byłam wkurzona.
Otarłam łzy, wstałam z ławki i odeszłam, nie odzywając się słowem. 

**Oczami Lewego**

Przeprosiłem ją, a ona spojrzała na mnie tymi zapłakanymi oczkami, było mi niemiłosiernie głupi i strasznie przykro. Nie pomyślałem gdy to mówiłem, a teraz będzie to za mną krążyło chyba do końca życia. 



Nie odezwała się do mnie ani słowem, w sumie to się nie dziwie.. Po chwili wstała i odeszła, nawet na mnie nie spojrzała..Zrozumiałem wtedy, że mi tego nie wybaczyła i że to był ostatni raz kiedy ją wdziałem..
Wróciłem do domu i rzuciłem się na łóżko.. Byłem sam w domu, Anka wyjechała na zawody do USA więc przez tydzień miałem być sam. Nie wiem czemu ale nie mogłem znieść myśli, że już jej nie zobacze. Ta dziewczyna, której imienia nawet nie znam, ma coś w sobie takiego, co mnie do niej przyciąga, lecz przez swoją głupotę nie będe miał okazji jej lepiej poznać.. 

**Kilka dni później**

Wstałam rano i znowu, ja od paru dni, nie chciało mi sie nic.Zeszłam na dół w szlafroku, ze spuchniętymi oczami od płaczu i z szopą na głowie. Usiadłam przy stole i milczałam.
- Maleńka, co się stało ? Od paru dni jesteś jakaś niedostępna..- oznajmiła zasmucona ciocia.
- Przypomniałam sobie, a raczej ktoś mi przypomniał pare dni temu że jestem nikim.. zupełnie nikim.. nie mam nikogo kto by mnie kochał, wszyscy mają mnie gdzieś, zwłaszcza moja matka..
- Kochanie nie mów tak, jesteś z nami dopiero od tygodnia a już cię bardzo pokochaliśmy, dla nas jesteś najważniejsza.. Wiesz co ?- powiedziała siadając koło mnie. - Wujek powiedział, że zawsze marzył o takiej córce z którą by mógł pogadać o wszystkim, nawet o sporcie, nie wspominając o wspólnej grze, bardzo się do Ciebie przywiązał, zresztą nie dziwie mu sie jesteś cudowna. - przytuliła mnie - i nie wolno ci myśleć tak.. Musisz ruszyć naprzód, co było kiedyś minęło , teraz liczy się tylko dzisiaj i pamiętaj o tym.. Już wiem.- krzyknęła.
- Co takiego?
- Wiem co pomoże ci zapomnieć.. Może małe zakupy ? są lekarstwem na wszystko. Co ty na to ?
- No dobrze - odpowiedziałam.
Zjadłam śniadanie i poszłam do pokoju by doprowadzić się do porządku.
Słowa cioci sprawiły że naprawdę poczułam że w końcu mam szanse na normalne życie i co najważniejsze, że mam rodzinę, która mnie kocha, taką jaką jestem.
Po godzinie już byłyśmy w centrum handlowym.
- Elenko, czemu patrzysz tylko na te chłopięce ciuchy ? Musimy ci kupić coś co pokaże jaką piękną dziewczyną jesteś, zawsze ukrywasz to czym cie bóg obdarzył.
- Ale ciociu, ja nie lubie sukienek, spódniczek i tego typu rzeczy, ja uwielbiam luźne bluzy, dresy i trampki.
- Ojj to musisz się przestawić troszkę, wiesz my jesteśmy w mieście bardzo wpływowi, zwłaszcza twój wujek. Jest sponsorem wielu firm a także drużyny piłkarskiej, Borussia Dortmund mówi ci coś ?
- yyy tak..- przytaknęłam. Wtedy przypomniałam sobie o tym całym meczu z drużyną i o Lewandowskim.
- Tak więc chodzimy na mnóstwo imprez charytatywnych i tym podobnych. Dzisiaj jest jedna z nich, musisz być świadoma tego, że od dzisiaj chodzisz razem z nami.
-Ale...
- Nie ma żadnego ale, teraz znajdźmy coś odpowiedniego- uśmiechnęła się i pociągnęła mnie do jakiegoś sklepu.
Po paru godzinach wróciłyśmy do domu.
- O 18 jest impreza, lepiej się już szykuj bo nie zdążysz.
Ciocia miała rację, była już 16:30, jeśli chciałam zdążyć musiałam się zabierać do pracy.
Poszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Gdy wyszłam przyszykowałam sobie sukienkę i poszłam suszyć włosy. Ogarniając się śpiewałam trochę, bardzo to lubiłam. Po chwili do mojego pokoju weszła ciocia.
- Boże, dziecko.. Ty masz taki śliczny głos.. Taki Anielski..
-Dziękuje ciociu, kocham śpiewać.
- Wpadłam na pewien pomysł, musisz się zgodzić błagam.
- Ale o co chodzi?
- Zaśpiewałabyś na tej imprezie charytatywnej ? Dotyczy ona dzieci chorych na białaczkę i inne choroby..
- Ale ciociu, ja nie śpiewam przed publiką.
- Proszę zrób to dla mnie, tak bardzo marzyłam o córce..- zaczęła płakać.
- No dobrze zrobie to dla ciebie.
Zostało mi pół godziny na ubranie sukienki i dobranie fryzury.
Gotowa już zeszłam na dół gdzie czekała ciocia z wujkiem.
- Ślicznie wyglądasz perełko- powiedział wujek całując mnie w policzek.
Miałam na sobie różową sukienkę i kremowe sandałki, zrobiłam delikatny makijaż i wyprostowałam włosy.



- Dziękuje- odpowiedziałam, po czym weszliśmy do taksówki.
Po zaledwie 20 minutach byliśmy na miejscu, widziałam tłumy ludzi pchających się do wejścia, jednak gdy my przyszliśmy ludzie rozstąpili się byśmy mogli spokojnie wejść.
Gdy byliśmy już w środku nie widziałam nikogo znajomego, w pewnym sensie ucieszyłam się, bo słyszałam że piłkarze też bywają na tych imprezach.
Moi wujkowie przedstawili  mnie wszystkim ważnym osobistością.
- Elenko, poznaj panią Luizę, organizatorkę naszych imprez charytatywnych.
-Miło mi Cię poznać, dużo o tobie słyszałam.-powiedziała do mnie z uśmiechem na twarzy.
-Nawzajem. - odpowiedziałam.
-Droga Luizo, nie masz nic przeciwko że moja księżniczka zaśpiewa na rozpoczęcie ?
- Naprawdę ? - zapytałam zdziwiona. - Oczywiście, że nie mam nic przeciwko, idź przygotuj się zaraz cię zawołam.
-Dobrze. - powiedziałam jej co zaśpiewam itp.

**Oczami Lewego**

Nie miałem w ogóle ochoty na tą impreze, ale nie wypadało nie iść, w końcu to dla chorych dzieci, zaraz będą pisać w gazetach, że mam gdzieś to że cierpią i nie chcę im pomóc, ze mną nie ma tak łatwo.
Ubrałem szybko garniak, przeczesałem włosy i pojechałem w podane miejsce. Byłem już spóźniony, ale miałem nadzieję, że nikt tego nie zauważy.
Przy wejściu przywitała mnie organizatorka tych imprez pani Luiza.
- Witaj Robercie - powiedziała.
-Dzień dobry pani, ślicznie pani dziś wygląda- powiedziałem całując ją w rękę.
- Poznałeś już państwo Kowalskich ? Pomagają mi w organizacji tych imprez i są bardzo ważną ikoną dla nas wszystkich, sporo zrobili.
- Przestań Luizo, robimy to co kochamy, przez długi czas nie mieliśmy dzieci, chcieliśmy poprostu pomóc im.
Miło nam panie Robercie.
- Nawzajem.
Oddaliłem się od towarzystwa i podszedłem bliżej małej sceny.
- Witam wszystkich serdecznie...- zaczęła pani Luiza.
Kończ już kobieto, pomyślałem.
-...A teraz wystąpi przepiękna dziewczyna, córka państwa Kowalskich. Zapraszamy Elenę Kowalską z własnym utworem pt. " Love will Remember"

http://www.youtube.com/watch?v=77AT2zdw9C8

Gdy rozmawiałem z Piszczkiem którego odnalazłem gdzieś w tłumie, usłyszałem przepiękny głos. Obróciłem się i ujrzałem ją, już nie ubrudzoną błotem i trawą, nie ubraną w luźny dres i z byle jaką fryzurą. Przede mną na scenie stała piękna młoda kobieta, zadbana w każdym calu, nie przypominała dziewczyny którą poznałem na boisku, na zewnątrz była całkiem inną dziewczyną, lecz w środku tą samą biedną zranioną dziewczynką, słychać to było w jej głosie i z tego o czym śpiewa życie nieźle jej dokopało. Ktoś złamał ej serce, może dlatego teraz jest taka zimna ? 
Nie mogłem się opanować i stałem pod samą sceną wryty, ciągle patrzałem na jej piękne oczy mieniące się wśród świateł na sali. Spojrzała na mnie, nie było to jednak takie oziębłe spojrzenie jak wtedy na boisku, było to spojrzenie dziewczyny ze złamanym sercem. W pewnym momencie usłyszałem że jej głos drży, a dziewczyna zaczyna płakać. Bolało mnie to, nie wiem czemu.
Po skończonym utworze dziewczyna zbiegła ze sceny a ja ruszyłem zaraz za nią. 
Znalazłem ją. Wyszła z budynku tylnym wyjściem i kucała w deszczu.
Podszedłem do niej i pierwsze co to ściągnąłem marynarkę i przykryłem skąpo ubraną dziewczynę.
- Dziękuje- wychlipała.
Podałem jej rękę żeby mogła wstać po czym przyciągnąłem ją do siebie i przytuliłem.
Nie mówiłem nic, pozwoliłem dziewczynie wypłakać się w moje ramie, wiedziałem że tego potrzebuje.
- Dziękuje, za wszystko. - powiedziała odsuwając się ode mnie.
- Chociaż tyle mogłem zrobić, nie mogę patrzeć jak taka śliczna dziewczyna jak ty płacze.
Przepraszam za wszystko, nie chciałem cie zranić, proszę wybacz mi. Nie mogę spokojnie spać, ani jeść, nie mogę o niczym innym myśleć. Pragnę tylko żebyś mi przebaczyła, błagam.. Oszaleje jak tego nie zro..
-Wybaczam.- przerwała mi.
- Coo? - zająkałem się.
- Wybaczam Ci. słyszałeś.
-Dziękuje- ze szcęścia wziąłem ją w ramiona i zacząłem się kręcić.
-Przestań- krzyknęła.
-Przepraszam.
-Jak na naszą krótką znajomość strasznie często mnie przepraszasz
-Tak wiem, przepraszam..przepraszam miałem nie przepraszać.. przepraszam..kurde!
-Spokojnie, może zacznijmy od nowa ?- zapytała przecierając ręką spływające po policzku łzy. Przytaknąłem.
- Elena- wyciągneła do mnie dłoń
- Robert, miło mi.
- przejdziemy się? - zapytała.
- A co z twoimi rodzicami ?
- Napisałam im że przejdę się do domu sama, więc co ty na to ?
- No okej.
I zaczeliśmy wędrować nocą po ulicach Dortmundu, stopniowo poznawaliśmy siebie..

________________________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo, ale brak czasu. Proszę zostawiajcie komentarze, wiem przynajmniej czy ktoś to czyta. Dziękuje, mam nadzieje że rozdział się spodoba. <3

2 komentarze:

  1. Świetny <3 Z niecierpliwością czekam na następny :))
    Tym czasem zapraszam na nowy blog o MR11:
    http://love-football-and-you.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń